Moja Bruksela
Advent w czasach pandemii



Boże Narodzenie to najpiękniejszy czas w roku i chyba nikt temu nie zaprzeczy. Bez względu na nasze poglądy i przekonania  celebrujemy z radością przygotowania do świąt. Niewątpliwie każdy

 z nas, na swój różny sposób. Advent  to okres poprzedzający Boże Narodzenie,  moment kiedy organizujemy siebie, swój dom, bliskich i przygotowujemy się do wspólnego świętowania. W okresie pandemii ten czas nabrał innego wymiaru i zupełnie innych treści, niż te, które do tej pory pielęgnowaliśmy. Na nowo przyszło nam odnaleźć  jego sens.

Bez wątpienia każdego roku wątek ostatnich tygodni przed świętami  wypływa na  pierwsze miejsce  w wielu naszych rodzinach. Podejmuje się różne działania, często wspólnie spędza czas, wykonując ozdoby, piekąc herbatniczki, wspólnie rozważając, dyskutując, siebie słuchając. Przyozdabiając mieszkanie / dom i po prostu rozmawiając o zbliżającym się Bożym Narodzeniu.

Doskonale pamiętam, jak magiczny była dla mnie ten czas, kiedy byłam małym dzieckiem. Odliczałam adwentowe niedziele dzielące nas od Wigilii z entuzjazmem i zapartym tchem. Cieszyłam się na te wszystkie dni z pachnącą żywą choinką (taką zawsze mieliśmy w moim rodzinnym domu, taka też do dziś jest w nim), z kolędami, z odwiedzinami najbliższych. W Adwencie właśnie przychodził czas na rodzinnie rozmowy  wieczorami, o tym co ma wydarzyć się, o narodzinach Małego Jezuska. Wykonywaliśmy  dekoracje, kartki świąteczne i łańcuchy na choinkę, a tata wyjmował swoją ustną organkę i ćwiczył z nami śpiewanie kolęd uzupełniając o repertuar kolejnych zwrotek.  Wigilia u moich rodziców do dziś dnia pełna jest śpiewu kolęd i muzyki! Licznie pisaliśmy też wtedy kartki świąteczne i listy, takie prawdziwe, które potem ze znaczkiem (obowiązkowo lizanym) wysyłaliśmy na poczcie. To był czas, który wtedy  posiadał swoją energię i siłę, dla mnie czas wyjątkowy i niepowtarzalny, czas dający mi szczęśliwość, wewnętrzną, nieskrępowaną radość, nadzieję na … i dziecięcą beztroskę. Gdy wracaliśmy zmarznięci ze szkoły w przemoczonych od śniegu butach i zaróżowionych od mrozu policzkach,  gdy przy wejściu pachniało kapuśniakiem, a w tle słychać było świąteczne piosenki, czuliśmy się nieskrępowanie szczęśliwi. Czas, który w tamtej formie dziś nie miałby racji bytu, dla mnie jest jednym z piękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa.

 

Pandemia – zaskakującym jest jak bardzo to słowo weszło w nasze życie, jak mocno się w nie wpisało mając wpływ na wszystkie jego wymiary.  To ona  odmieniła nasze życie wdzierając się autorytarnie jak obcy bez zaproszenia i „rozsiadając w najlepsze”, i  niestety na dłużej. Dla wielu z nas zeszłoroczne święta były bardzo smutne, a czas je poprzedzający zatracił całkowitą magię i odebrał radość z przygotowywania się do Bożego Narodzenia.  Wiele zwyczajów, wcześniej pielęgnowanych zostało zaniechanych. Gdyż jak tu odwiedzać się w Advencie, kiedy obowiązuje zakaz spotkań i kontaktów; gdy masz obawy o swoje życie i zdrowie, o zdrowie najbliższych i najważniejszych Tobie osób? Jak zorganizować pieczenie pierniczków, gdy nikogo w domu przyjąć nie możesz? Oczywiście były i próby wspólnych wypieków  na WhatsApp i Zoomie, niestety hałas miksera i generalne zamieszanie wywołały ogólną frustrację i spotkanie nie dotrwało do finału. A zabrakło najważniejszego… bycia ze sobą, swojego towarzystwa, obecności.

 

Zastanawiasz się, co jest ważne dla Ciebie w okresie adventowym? Czy jest on dla Ciebie szczególnym czasem? A może jest to po prostu okres poprzedzający święta i nie koncentrujesz  się w nim jakoś szczególnie na przygotowaniach do Bożego Narodzenia?

Tak jak jesteśmy różni, tak i różne mamy potrzeby. Niektórzy z nas skupiają się na tym, by zaplanować czas dla siebie i rodziny, by razem podejmować wspólne działania i zbliżyć się do siebie. Inni buszują po sklepach (internetowych też) starając się na czas zadbać o podarki dla najbliższych, jeszcze inni planują jadłospis i wypróbowują nowe potrawy na świąteczny stół, albo też  po prostu nie robią nic nadzwyczajnego … . Gdy za oknem jest ciemno i zimno i mokro, gdy aura nie nastraja do aktywności na zewnątrz, łatwiej nam zorganizować się do wspólnych inicjatyw.

Dla mnie, dla nas czas adventu to czas oczekiwania, czas bycia ze sobą, czas dla naszej rodziny – NASZ CZAS. I nie chodzi o to, by wszystko robić teraz razem, ale aby ze sobą ŚWIADOMIE BYĆ rozmawiać i siebie słuchać. Rozmawiać ze sobą, nie zawsze oznacza… słyszeć to, co druga osoba nam przekazać chce. Sukcesywnie ustrajamy mieszkanie; rozwieszamy lampki, ustawiamy figurki i wyciągamy dekoracje, ozdabiamy świątecznie „nasz dom”.  Z córką wykonujemy ręcznie ozdoby i  kartki bożonarodzeniowe, które potem tradycyjną poczta trafią do naszych ukochanych i naszych przyjaciół. Szczególnie mocno pielęgnuję tę tradycję i z przykrością zauważam, że każdego roku coraz mniej kartek przychodzi do nas.  Jako tradycjonalistka bardzo cieszę się na te realne życzenia, na te kilka słów które ktoś z myślą o Tobie kreśli i wysyła. E mail, sms, komunikatory tak bardzo nas oddalają od tej osobistej relacji, spłaszczają znaczenie tradycji, są bezosobowe. I w ostatnich latach takie życzenia najczęściej tymi drogami otrzymujemy. Czasem mam wrażenie, że forma jest tak ogólna, że równie dobrze te same treści można wysłać do stu, dwustu innych znajomych, nie zastanawiając się nad tym, czy i czego chcesz TEJ KONKRETNEJ osobie życzyć. Tak, wiem, kupić kartkę czy ją zrobić, wypełnić słowami, a potem zanieść jeszcze na pocztę i wysłać wymaga i czasu i zaangażowania i wydatków i jest przecież pandemia (!!!). Tylko, czy ja potrzebuję wysyłać setki życzeń, często do ludzi z którymi mam kontakt „od życzeń do życzeń”? Ja, prywatnie – nie potrzebuję. Świadomie kontaktuję te osoby, które są dla mnie ważne, które są mi bliskie, do nich kierując słowa życzeń.

Wieniec adventowy i cztery świecie go symbolizujące na stałe wpisały się w czas oczekiwania.  Choć w moim rodzinnym domu nigdy tego nie praktykowano, sama bardzo upodobałam te tradycję. Świerk pachnący choinką i płomień świecy, który daje nadzieję i jest zapowiedzią nadchodzących świąt.  Z każdą niedzielą bliżej Wigilii, z każdą niedzielą z piękniejszym, silniejszym światłem.

A potem, gdy to wszystko już się odbędzie,  miewam poczucie pewnego niespełnienia, które przychodzi w refleksji zazwyczaj w styczniu, kiedy już z dystansem wracam  myślami do ostatnich tygodni.  Chciałoby się móc zafundować sobie więcej odpoczynku, wyciszenia i spokojności  w tych tygodniach poprzedzających… ale jakoś nie do końca wyszło nam to w ostatnim roku. Z naszymi dobrymi intencjami jednak nie jesteśmy do końca wolni od życia w pędzie, organizowania, załatwiania  i zakupów, a często nie jest to nawet możliwe…

Dlatego tak ważne jest, by mimo wszystko poszukiwać balansu, nie brać na siebie zbyt wiele, nie oglądać się na innych i nie porównywać do nich. Każdy z nas inne potrzeby. Nie musisz być matką idealną, nie musisz naśladować przyjaciółki która piecze cuda i chwali się tym na Insta, a czy z poczuciem porażki szorujesz blachę po kolejnym zakalcu. Bądź sobą! Nie potrzebujesz być ojcem supermenem, który jak bohater z kreskówki będzie teraz na siłę majsterkować z dzieckiem.  Bądź po prostu rodzicem słuchającym i wrażliwym na potrzeby swoich milusińskich, swoich bliskich i swoje! Ty też jesteś ważna (ważny!)

 

Kochani, życzę Wam pięknego czasu adwentowego, byście mogli się na swój sposób cieszyć nadchodzącym Bożym Narodzeniem, byście mogli czerpać radość z przygotowania, bez względu na to jakie one będą. Wolni od frustracji i niezrealizowanych planów, po prostu wsłuchajcie się w to, co dla Was ważne jest i co Wam daje radość, w to co Was łączy, umacnia, zbliża i cieszy!

Justka

 

Total
1
Shares
Previous Post

Moja Bruksela

Belgijskie smakołyki i vintage sklepy

Next Post

ARTYŚCI NA SZLAKU

Zapisz się do newslettera Domu Polskiego w Brukseli aby być na bieżąco z wiadomościami, wydarzeniami i wskazówkami

Total
1
Share